niedziela, 17 sierpnia 2008

tsunami

tak, to niewątpliwie było tsunami. Dopiero dziś otrząsęłam się z szoku i dlatego też dopiero dzisiaj o tym piszę. To, co przeżyliśmy jest nie do opisania, więc wybaczcie Drodzy Czytelnicy jarmarkowego bloga, ale nie napiszę nic o tym koszmarnym wieczorze i nocy. No bo sami powiedzcie, jak można opisać to, że akurat w momencie gdy prawie wszyscy byli na Mszy, wiatr postanowił zrobic z naszych namiotów żagle. A chwilę potem niebo miało awarię hydrauliczną i deszcz, który akurat miał zostać rozprowadzony nad lądem na całej kuli ziemskiej spadł na ulicę Freta. A my przerażeni i rozbawieni ratowaliśmy nasze stoiska.

Bilans tsunami:
.
1. Namioty całe; wszystkie części zmiksowane - jakby rozłożyć BMW, Toyotę i Audi na części i wrzucić do jednego worka.
.
2. Ciasta całe (wszystkie zmiksowane w jednej torbie - ku rozpaczy Almy i Natalii)

3. Ceramika cała

4. Pudło książek - do przeceny; to te, które wyławialiśmy z kałuż
.
5. Szymon ranny w głowę
.
6. Samochody Toczara, Szymona i klasztoru podtopione

Tu warto wspomnieć, ze mimo grozy nie straciliśmy dobrego humoru. Na dowód prezentuję listę przebojów, które usłyszałam podczas akcji ratunkowej:

1. "...I'm singing in the rain.." czyli "Deszczowa Piosenka" w wykonaniu Konrada
2. "10 w skali Beauforta" w interpretacji naszego zaprzyjaźnionego bezdomnego zwanego Rokendrolem
\
No i fotoreportaż krajobrazu przed i po burzy :
.
namioty u kresu wytrzymałości













Ula i Toczar wylewają wodę z kałuży na dachu:)



















no i suszymy się po burzy:
torby ekologiczne. przynajmniej mamy pewność, że farba nie spływa :)















książki, które ten jeden raz w życiu poczuły się jak Otylia Jędrzejczak















no i fanty na loterię, którym przydałoby się choć odrobina słońca Jamajki























szybka ocena sytuacji ("masakra. ma-sa-kra. masakra")


















samozwańczy namiotowy sztab kryzysowy




























9 komentarzy:

Anonimowy pisze...

chcę napisać, że sernik jaki można było wczoraj kupić na jarmarku (w okolicach godz.18) był po prostu absolutnie przepyszny!! może ktoś wie jaki to był rodzaj sernika (pieczony,gotowany czy cos), bo na przepis to pewnie nie ma co liczyc???

anka stadnicka pisze...

W odpowiedzi na komentarz "sernikowy" - trzeba szukac kontaktu do wspolnoity Adonai.
W sprawie tsunamiowego komentarza - wiedzialam, ze tak bedzie. Przeciez jeszcze sie nie zdarzylo, zeby Mazi (Żan tu byla na 100% niewinna) mogla zorganizowac cos, co byloby normalne i toczylo sie wedlug spokojnego rytmu. MUSIALO, potwarzam - MUSIALO wydarzyc sie cos extra, nieprzewidywalnego, z czego pamietac bedziemy dluuuugoooo ten jarmark. I o to chodzi. Juz widze te wspomnienia nocnych godzin spedzonych w DA, aby ratowac rzeczy po ulewie, ktore snuc bedziemy nad porannym sniadaniem po mszy św. o 7:00. Jak nic dzieki wytrwalosci "powodzian" na stole bedzie stac ketchup, herbata i dzemy. Warto bylo, oj warto :)

pepe pisze...

jedno jest pewne: san jacinto wciaz kwestuje w korytarzu duszpa. wrzucajta pinionshki i pamietajta, ze "caly dochod przeznaczony jest na dzialalnosc dominikanskiego duszpasterstwa akademickiego freta 10". o!

Żan pisze...

no nie-e, nie wierze...jednak go posadziliście..:)

Piotr pisze...

Od razu "posadziliście"... Piękny dowód obecności św. Jacka.
A co do dowodów, to na powyższych zdjęciach można odnaleźć pepe pochylającego się nad ceramiką oraz między rurkami namiotowymi. Czyżby posiadał dar bilokacji?

mazi pisze...

pragnę przypomnieć iż ceramikę suszono do ok. północy, a namioty kompletowaliśmy do ok 3. więc bilokacja tu zbędna:)

pepe pisze...

nie no, chyba krocej z tymi namiotami, bo przeciez jeszcze zasiedzielismy sie w klosach, a potem jeszcze grzeszylismy pierworodnie w malinowym chrusniaku... a poszlismy spac raptem o 4. co - swoja droga - stawia w ciekawym swietle przeora uwagi o stosownosci pór ;)

mazi pisze...

chruśniaku nie pamiętaju...:) późno musiało być :D

pepe pisze...

zostal uwieczniony na kilku zdjeciach ;)